Coraz więcej rodziców pozwala niemowlakom i małym dzieciom bawić się smartfonem lub tabletem. Jakie są konsekwencje takiej decyzji? Warto wiedzieć, kiedy małe dziecko może bezpiecznie używać urządzeń ekranowych.

Zdjęcie: charlesdeluvio | Unsplash.com

Ludzki mózg jest bardzo plastyczny, a to, co się z nim dzieje w pierwszych latach życia, to jakiś totalny kosmos. Nauka odbywa się głównie przez obserwację. Dziecko musi nauczyć się mnóstwa rzeczy: nauczyć się mówić, ale także umieć powiązać szum samolotu z tym, że trzeba podnieść głowę, aby go zobaczyć. Zrozumieć, że gdy buduje wieżę, to trzeba uważnie stawiać na sobie klocki, bo inaczej runą i narobią hałasu, może nawet je uderzą i wtedy poczuje ból. Wzrok cały czas przenosi się z przedmiotów, które są blisko, na dal. Z widzenia wąskokątnego, gdy dziecko skupione jest na przedmiocie trzymanym w rączce, na widzenie szerokokątne, gdy rozgląda się i obserwuje także tzw. kątem oka. Mimo niebywałego postępu, jaki ludzki mózg czyni w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa, badania nad nim dowiodły, że w tym czasie absolutnie nie jest on w stanie przetwarzać przekazu z urządzeń ekranowych w zdrowy dla siebie sposób. To znaczy, że dzieciom do drugiego, a nawet według niektórych źródeł do trzeciego roku życia smartfon i tablet nie tylko nie pomagają w rozwoju, ale wręcz ten rozwój mogą poważnie zaburzyć. Także dlatego, że najważniejszym elementem w nauce życia jest dla dziecka bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem i relacja.

Kiedy pozwolić dziecku na korzystanie ze smartfona lub tabletu?

Zalecenia na ten temat wydała zarówno Światowa Organizacja Zdrowia jak i Amerykańska Akademia Pediatryczna. Obie instytucje są zgodne co do tego, że do 2. roku życia dziecko nie powinno bawić się smartfonem ani korzystać z innych urządzeń ekranowych. W zaleceniach dotyczących starszych dzieci występują już pewne różnice. Według WHO:

  • powyżej 2 roku życia dziecko może korzystać z ekranów przez 15 minut dziennie,
  • przedszkolaki mogą mieć wydłużony czas ekranowy do 30 minut dziennie,
  • dzieci w wieku wczesnoszkolnym powinny spędzać przed ekranami maksymalnie 2 godziny dziennie.

Amerykańska Akademia Pediatryczna jest nieco bardziej restrykcyjna:

  • dzieciom w wieku 2-6 lat maksymalnie 20 minut dziennie kontaktu z ekranem, ale bez dostępu do gier,
  • dostęp do gier dopiero od 6 roku życia,
  • dzieciom w wieku 6-12 lat maksymalnie 2 godziny dziennie przed ekranem,
  • nastolatkom powyżej 13 roku życia 2-3 godziny dziennie z urządzeniami ekranowymi.

Mam nadzieję, że te zalecenia pomogą wielu z Was podjąć dobre decyzje lub zweryfikować te już podjęte. Wiem, że to jedno z ważniejszych pytań, na które rodzice szukają odpowiedzi. Pojawia się ze strony słuchaczy na absolutnie każdym moim wykładzie lub szkoleniu, co uświadomiło mi, że należy wciąż popularyzować tę wiedzę.

Homo tabletis

Kwestię negatywnych konsekwencji korzystania z ekranów przez malutkie dzieci bardzo przystępnie przedstawiła Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w swoim spocie „Homo tabletis”. Był on częścią realizowanej przed laty bardzo dobrej kampanii społecznej „Mama, tata, tablet”. Zachęcam Was do obejrzenia:

Homo tabletis – film edukacyjny o konsekwencjach korzystania z tabletów i smartfonów przez małe dzieci.

Skutki korzystania ze smartfonów przez małe dzieci

Wczesna inicjacja ekranowa przede wszystkim stwarza ryzyko wystąpienia zaburzeń i uzależnień na późniejszym etapie. Im wcześniej dziecko zacznie korzystać z internetu (bo używanie smartfona najczęściej wiąże się z korzystaniem z aplikacji, gier i witryn internetowych), tym większe prawdopodobieństwo, że będzie bardzo silnie przywiązane do świata online. W tym poście wyjaśniam, jak to się dzieje, że uzależniamy się od internetu/smartfonów i dlaczego dotyczy to każdego, bez względu na wiek. W przypadku dzieci ryzyko to jest największe, ponieważ ich mózg wciąż nie jest jeszcze dojrzały i posiadają choćby odpowiednio rozwiniętej umiejętności samokontroli.

Poza ryzykiem uzależnień, używanie smartfona przez małe dzieci może zaburzać rozwój mowy, małej i dużej motoryki, powodować problemy z zasypianiem i koncentracją, z pamięcią, wpływać negatywnie na motywację i osłabiać siłę woli. W obliczu tak wielu dowodów dostarczonych przez badania prowadzone od lat na całym świecie, dwulatek obsługujący samodzielnie Youtuba to żaden powód do dumy, lecz wyraz niewiedzy lub lekkomyślności rodziców.

Między bajki można też włożyć marketingowy bullshit producentów rozmaitych aplikacji dla maluszków, które miałyby je uczyć języków obcych czy liczenia. Badania naukowe obaliły te slogany reklamowe zanim powstały. Na przykład do nauki języka obcego dziecko musi nie tylko słyszeć słowa, ale także „widzieć” słowa, czyli obserwować ruch ust. Jedno i drugie musi układać się w spójny przekaz i odtworzenie tego sztucznie nie jest możliwe, nawet w najlepszych animacjach. Liczenie zaś, jak się okazuje, rozwija się najlepiej poprzez używanie paluszków. Dzieci, które liczą na paluszkach oraz często angażują się w zabawy manualne, mają większe zdolności matematyczne. Żadne liczenie jabłuszek na ekranie tego nie zastąpi. Pomijając już masę błędów jakie w takich aplikacjach można znaleźć.

Smartfon to pozorna pomoc

Jako matka łączę się z Wami w bólu, bo wiem doskonale, ile się trzeba nagimnastykować w kwestiach związanych z wprowadzaniem dziecka w świat cyfrowy. Każde dziecko to inne reakcje na kontakt z technologiami i nie ma uniwersalnych rozwiązań. To, co działa, to jak najwcześniejsze wprowadzenie jasnych domowych zasad ekranowych. Najchętniej wprowadziłabym elementy higieny cyfrowej już do szkół rodzenia i dodawała mały przewodnik do każdej wyprawki. W ten sposób można by zaoszczędzić sobie wielu kłopotów na późniejszym etapie.

W naszym domu sprawdziło się podejście, że smartfon to nie zabawka. Do 6. roku życia dwójki naszych starszaków z urządzeń ekranowych dostępny był dla nich tylko telewizor. Zrobiliśmy to wyłącznie z egoistycznych pobudek – 10 lat temu, gdy rodziło się nasze pierwsze dziecko, nikt nie mówił o higienie cyfrowej i kodeksie ekranowym. Za to już można było obserwować maluchy w wózkach lub restauracjach ze smartfonami w łapce. W tamtym czasie chcieliśmy po prostu uniknąć jęków „mama daaaaaj” za każdym razem, gdy dziecko zobaczy nas ze smartfonem. Dzieciaki po prostu nie kojarzyły telefonu z zabawą i mieliśmy spokój. Dzisiaj, kiedy wiedza o negatywnym wpływie ekranów na rozwój dzieci jest tak łatwo dostępna i chętnie podejmowana przez media masowe, trudno zrozumieć, że tak wiele osób świadomie utrudnia swoim dzieciom zdrowy rozwój.

Traktowanie urządzeń ekranowych jako zabawek i „czasoumilaczy” tylko doraźnie jest wyręką dla rodziców. W rzeczywistości prosty mechanizm dopaminowy w mózgu dziecka powoduje, że chce ono korzystać z tego łatwego źródła dopaminy jak najczęściej. I szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie buntu dwulatka u osobnika korzystającego ze smartfona. W tym okresie mamy przecież wystarczająco dużo rodzicielskich wyzwań, np. można źle otworzyć drzwi (tak, można) lub niechcący nacisnąć przycisk w windzie. Jakby do tego doszły napady szału na widok smartfona, obawiam się, że Marysia nie miałaby braci 😉

(Visited 50 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.