Dlaczego dzieci tak niechętnie rezygnują ze słodyczy? Bo nie mają pojęcia, dlaczego nie mogą jeść dowoli czegoś, co sprawia im tyle przyjemności. Nic nie wiedzą o cukrach prostych i złożonych, o cukrzycy, miażdżycy, otyłości. Nam jest już łatwiej, bo rozumiemy. Podobnie rzecz się ma z kwestią korzystania z internetu i smartfona. Wciąż mentalnie tkwimy w jakimś internetowym dzieciństwie, zachwyceni, że to naprawdę działa! Nie na dyskietkę! I bez kabla! Mama Bigaj co prawda mówi: odłóżcie smartfony. Ale czemu, kiedy mi to robi tak dobrze?

Zdjęcie: Robin Worrall | Unsplash.com

Dlatego każdą rozmowę czy wykład o e-uzależnieniach rozpoczynam od piguły z zakresu neurobiologii. Zrozumienie tego, jak nasz mózg reaguje na kontakt ze smartfonem i internetem jest moim zdaniem kluczowe dla wprowadzenia zdrowych nawyków. Po prostu musimy zrozumieć, jakie są konsekwencje zjadania bez opamiętania całego pudełka czekoladek. No, to chodźcie, drogie dzieci, pani Wam coś pokaże.

Dopaminowy haj

Po pierwsze, to, co się z nami dzieje w kontakcie z internetem i urządzeniami ekranowymi nie jest zależne od naszej woli, lecz zachodzi na poziomie neurobiologicznym. To bardzo ważne, abyście to zapamętali. Odpowiedzialne są za to konkretne procesy w naszym mózgu, zachodzące w nim od początku ludzkości. W dużym skrócie (naprawdę bardzo dużym, ale uważam, że tyle w zupełności wystarcza zwykłemu śmiertelnikowi), kiedy korzystamy z internetu i smartfona, w naszym mózgu pobudzany jest obszar zwany ośrodkiem nagrody i wydzielane są duże ilości dopaminy.

Dopamina to taki neuroprzekaźnik, który uwalnia się, gdy robimy cos przyjemnego (ma też kilka innych funkcji, ale nas dzisiaj interesuje ta konkretna)*. Dopamina informuje więc mózg: prezesie, melduję wykonanie zadania, człowiekowi jest przyjemnie, zaspokoił potrzebę. Dzięki dopaminie mózg sobie zapamiętuje: aha, to jest coś, co daje przyjemność. Jest swego rodzaju radarem naprowadzającym na przyjemność, bo jak pokazują badania, najwięcej dopaminy wydziela sie już na samą myśl o czymś, po co sięgniemy. Pojawiający się swego rodzaju dopaminowy głód pcha nas w stronę zaspokojenia. Dzięki temu gdy jesteśmy głodni, nasze myśli nagle odbiegają od trwającej konferencji i zaczynają krążyć wokół lodówki. Ale uwaga: to dopamina podpowiada co jest przyjemne, a nie co jest dla nas dobre. W związku z tym, będzie zwracała naszą uwagę na źródło przyjemności nawet wtedy, kiedy jest to dla nas destrukcyjne. Chwileczkę – powiecie – ale czy to nie oznacza, że nasz mózg działa jakby przeciwko nam? I w Waszym pytaniu zawarta jest odpowiedź. Tak właśnie jest. Stąd się właśnie biorą nałogi.

Badania prowadzone na całym świecie dowiodły, że dopamina uwalnia sie nie tylko podczas korzystania z internetu, ale nawet wtedy, gdy słyszymy dźwięk powiadomienia. Co ciekawe, gdy słyszymy ten charakterystyczny sygnał dźwiękowy, mamy większy wystrzał dopaminy, niż za chwilę, gdy odczytujemy powiadomienie. Niezłe, co? Ludzki mózg bardziej nagradza niepewne wyniki, więcej przyjemności odczuwa oczekując na nagrodę. Oczywiście przeprowadzono też sporo badań na zwierzętach, które to potwierdzają, ale ponieważ budzą one słuszne wątpliwości u człowieka XXI wieku, również u mnie, nie mam zwyczaju się na nie powoływać.

W tym miejscu powiecie mi, że wszystko zależy od tego, co robimy w sieci. Że nikt normalny nie pływa w dopaminie wypełniając exela (choć zdradzę Wam, że gdy dawno temu pracowałam w korpo, mega mnie kręcił typ, co umiał tabele przestawne i takie różne skórcone reguły w exelu). No więc Wy w tym nudnym exelu albo programie do budżetowania, ale Wasz mózg już wie. On wie, że od exela do czegoś naprawdę hot dzielą Was dwa kliki. Że to urządzenie poza exelem ma też dostęp do krainy cudowności pełnej powiadomień i interakcji. Największe ilości dopaminy uwalniane są podczas grania w gry, oglądania filmów pornograficznych online, a także podczas korzystania z mediów społecznościowych. I kiedy patrzymy na ekran, nasz mózg ślini się dopaminą oczekując nagrody.

Wykorzystaliśmy słaby punkt ludzkiej psychologii. Dajemy ci działeczkę dopaminy.

Sean Parker, były członek rady nadzorczej Facebooka

No właśnie. O tym, że można nas prowadzać na krótkiej dopaminowej smyczy wiedzą doskonale zarówno u Zuckerberga jak i u innych gigantów technologicznych. Zresztą, nie trzeba być big techem, żeby wykorzystywać dopaminowe mechanizmy. Wszystko, co jest dla nas tworzone w nowych technologiach, tworzone jest tak, aby tę dopaminę z nas wycisnąć. Bo to znaczy, że po nią wrócimy.

Potrzeba matką… e-uzależnień

Dlaczego właściwie ta dopamina nam się wydziela? Zejdźmy teraz jeszcze głębiej, poza mózg, w obszary mniej uchwytne, a mianowicie do naszych potrzeb. Zróbmy ćwiczenie: wymieńmy sobie kilka naszych potrzeb natury psychicznej i zobaczmy czy w internecie możemy znaleźć ich zaspokojenie. No, śmiało: potrzeba bycia członkiem społeczności? Cheked! Wszelkie fora, grupy zainteresowań, bycie w gronie znajomych na Facebooku. Potrzeba akceptacji? Wrzucam dobrze zrobione zdjęcie, najlepiej z filtrem albo jakiś wydumany elokwentny post i zalewa mnie lawina pochlebstw, ludzie piszą, że się ze mną zgadzają i jeszcze cudowne algorytmy zamykają mnie w bańce myślących tak jak ja. Czuję, że pasuję do innych, akcpetują mnie (choć w rzeczywistości akcpetują jedynie to, co publikuję). Działa? Działa. Potrzeba uznania – mam spoko profil na instagramie, ludzie mi piszą, że dzięki mnie to to i tamto i w ogóle dobrze to robię. Czuję się doceniona, ważna, to, co robię lub mówię w sieci spotyka się z uznaniem. A może potrzeba odpoczynku? No jasne! Słabo nam idzie w robocie, kejpijaje odjeżdżają, żona się czepia o wszystko, ale w grze mogę być liderem, liczą się ze mną, nastukałem bimbalion leveli i od razu mięśnie mi się rozluźniają. No i można tak wymieniać naprawdę długo. W dzisiejszych czasach, gdy cierpimy na deficyt uwagi, zabiegani, niby razem, a jednak osobno, w ciągłym niedoczasie, często to właśnie internet jest miejscem, gdzie możemy nakarmić nasze deficyty. To taka dieta pudełkowa dla naszego zbolałego, umordowanego serduszka. Łatwa do podgrzania rozmowa na messengerze, o ileż dostępniejsza niż męczące tłuczenie się w korkach na spotkanie z przyjacielem. Oczywiście możemy teraz otworzyć dyskusję, że to pozorne zaspokajanie potrzeb, ale to nie na dzisiejszy post. Dzisiaj interesuje nas to, że cyberświat oferuje proste i szybkie rozwiązania.

Przy czym, chę podkreślić, nie ma niczego złego, że te potrzeby mamy i jest zupełnie naturalne, że dążymy do ich zaspokojenia. Uświadomiła mi to teoria porozumienia bez przemocy (NVC) Marschalla Rosenberga. Jej autor mówi, że nie ma złych i dobrych potrzeb. Złe lub dobre mogą być strategie ich zaspokajania. Nie wyrzucajmy sobie, że mamy potrzebę bycia docenionym. Ale spróbujmy nie zaspokajac jej tylko w sieci. Jeśli nie czujemy się akcpetowani, porozmawiajmy o tym z bliskimi, spróbujmy to zmieniać w świecie offline, bo online będzie tylko atrapą akceptacji. Internet jest strategią zaspokajania potrzeb, dającą szybkie efekty, ale niestety uzależniającą. Dlatego na szkoleniach Fundacji zawsze mówimy: zdrowe popędy mogą stać się złymi nałogami. Dlaczego? I teraz patrzę na Was, moja droga publiczności, a Wy skandujecie: do-pa-mi-na. Nasz mózg będzie chciał więcej, mimo zaspokojenia potrzeby. Więcej grania, więcej instagrama, więcej lajków, dyskusji, scrolowania, filmików, memów, ofert, rabatów, o borze zielony, jesteśmy w ciemnej dziupli!!!

Wiem, że to często dziwi moich słuchaczy. Wydaje im się, że skoro są dorośli, a w internecie spędzają po 12h dziennie z powodu obowiązków zawodowych i prywatnych, to nic im nie grozi. Przecież nie grają w tym czasie w gry ani nie siędzą na instagramie, no najwyżej trochę prywaty na smartfonie przed snem, ale przecież też im się cos od życia należy. Nie szkodzi. Nasz mózg już sobie miesza w swoim kotle, uruchamia pamięć proceduralną, buduje nawyki, abyśmy następnym razem chętniej sięgnęli po źródło dopaminy, najlepiej odruchowo, nieświadomie. Jak wtedy, gdy kilka lat temu próbowałam odblokować stuknięciem palca… serwetkę leżącą obok talerza w restauracji! Serio. Miała kształt czarnego prostokąta i mój mózg mimowolnie ją zarejestrował, jak to mawiamy potocznie, kątem oka. Ponieważ bardzo mocno nadużywałam wtedy smartfona, mózg wysłał szybko sygnał „hej, to czarne na stole to źródełko dopaminy, kilkaj bejbe” i ja odruchowo, bezwiednie kliknęłam sobie w tę serwetkę, reflektując się dopiero, gdy nie spowodowało to odblokowania ekranu. Jak mawiają boomersi myśląc, że tak mawia młodzież: LOL.

Dlatego na pytanie z tytułu tego posta odpowiedź brzmi: tak, można się uzależnić od internetu i smartfona. Podobnie jak od innych czynności, które silnie pobudzają nasz ośrodek nagrody. Oczywiście w kręgach teoretyków i praktyków trwa spór, czy mamy tu do czynienia z uzależnieniem czy zaburzeniem, czy to nałóg czy nadmiar, ale to już temat na inny wpis. Po dzisiejszym, chciałabym bardzo, abyście zapamiętali, że:

Uzależnienie od internetu i smartfona grozi nam bez względu na wiek, ponieważ odpowiedzialne są za to konkretne procesy zachodzące w naszym mózgu, niezależne od naszej woli czy powodów, dla których spędzamy czas w sieci.

To tak jak z pączkami, one pójdą w biodra, a nie gdzie indziej. Pączka nie obchodzi, co sobie o nim myślimy i ile mamy lat, że umiemy piec pączki, czytaliśmy dużo o pączkach i mamy MBA z zarządzania pączkarnią. Żołądek też nam nie współczuje, nie myśli, nie chce dla nas dobrze. Po prostu robi to, do czego został zaprogramowany. Dlatego pączki i internet dawkujmy sobie świadomie i z umiarem. Jak dobrać dawkę i kto jest w grupie ryzyka? O tym także pogadamy kiedy indziej. Dzisiaj i tak wykroiłam już za duży kawałek z Waszego ekranowego tortu.

*) Szczegółowo o dopaminie możecie poczytać tutaj na wiki. Wówczas będziecie mi wdzięczni, że poruszałam się na poziomie ogółu, heh.

(Visited 62 times, 1 visits today)

3 Comments

  1. Pingback: Czy małe dzieci mogą używać smartfona lub tabletu? - Cyfrowi Imigranci

  2. Pingback: FOMO - choroba cywilizacyjna, na którą cierpią miliony Polaków. Znasz ją? - Cyfrowi Imigranci

  3. Pingback: H1: Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Nullam leo ut felis quis. – cyfroweobywatelstwo.pl

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.