Notowanie na smartfonie czy komputerze wydaje się mieć same zalety. Jest szybkie, nie musimy martwić się ortografią, zapisane w pliku czy chmurze informacje nie zgubią się, zawsze mamy je pod ręką. I właśnie dlatego nasz mózg nie chce ich zapamiętywać.

Zdjęcie: M. Bigaj | Cyfrowiimigranci.pl

Jak Ty mię teraz zaimponowałaś, Bluma! – podjarałam się niczym Siara Killerem, przeczytawszy o Blumie Zeigarnik, rosyjskiej psycholożce i psychiatrce, która w 1927 roku przeprowadziła solidny jak na tamte czasy eksperyment naukowy i dowiodła, że nasz mózg lepiej pamięta zadania nie doprowadzone do końca, za to szybko zapomina to, co uważa za definitywnie zakończone. Do dzisiaj nazywamy to Efektem Zeigarnik. 

Tłumacząc to prosto, mózg ma głęboko zakorzenione dążenie do kończenia czynności. To naprawdę pasjonująca maszyna. Zrobi wszystko, by doprowadzić sprawę do końca i zwolnić miejsce na nowe zadania. Z tego właśnie powodu komputery jako notatniki na lekcjach czy wykładach wcale nie pomagają. Dla mózgu używanie komputera to sygnał: te informacje są na zewnętrznym dysku i to on przejmuje zadanie utrwalenia ich, nie trzeba więc ich przechowywać w mózgu człowieka. Komputer jako „telefon do przyjaciela” jest dzisiaj już tak silnie zakorzeniony w naszej świadomości, że w jednym z badań naukowych okazało się, że ludziom odpala się w mózgu skojarzenie z komputerem, gdy tylko słyszą jakieś pytanie. Czad, co? Jeśli więc chcemy coś zapamiętać, przede wszystkim notujmy to pismem odręcznym. Możemy też zapisywać sobie same hasła – nasz mózg wtedy wie, że musi zapamiętać resztę, bo nie znajdzie tego w notatkach. Na marginesie, była to moja zupełnie intuicyjna metoda uczenia się do sesji na studiach, które na dziennikarstwie składają się głównie z egzaminów ustnych. Dzisiaj mamy szereg rewelacyjnych książek o metodach uczenia się, jak choćby „Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego. Ale 20 lat temu trzeba było sobie wydedukować, co najlepiej działa i takie notowanie haseł, które miały uruchomić w mózgu definicję i skojarzenia, sprawdziło się u mnie świetnie.

Efekt Zeigernik nie musi być tylko męczącym poczuciem, że wisi nad nami jakieś niewykonane zadanie. Można nim sprytnie grać i wielu z Was pewnie robi to właśnie intuicyjnie. Pracując teraz nad książką, notatki z rozmaitych lektur, podcastów czy wywiadów zapisuję w zeszycie, nie w smartfonie czy komputerze. Dzięki temu, że muszę je potem przetworzyć, połączyć, że nie wystarczy wytnij+wklej, by powstał rozdział, cały czas pracują w mojej głowie jak jedna wielka paczka puzzli. Wiem, że dopóki ich nie spiszę w pliku i nie kliknę „zapisz”, będę wpadać na nowe pomysły i wątki. Za to gdy zamykam tekst, bardzo trudno mi do niego ponownie wrócić i rozkręcić umysł.

Efekt Zeigarnik to także dobry sposób na walkę z prokrastynacją. Jeśli macie tendencję do odkładania zadań na później, spróbujcie je chociaż zacząć. Dzięki temu Wasz mózg będzie kierował myśli w stronę zadania i kminił rozwiązania. Będzie się po prostu wił w mękach, by dokończyć zadanie i mieć je nomen omen z głowy. Działa! Mówię to ja, Caryca Prokrastynacji 😉

Efekt Zeigarnik wykorzystują zresztą twórcy reklam, seriali, pisarze, nauczyciele, a nawet sprytni rodzice, bo u dzieci potrzeba zakończenia zadania jest silniejsza niż u dorosłych. Zwróćcie na przykład uwagę jak kończą się kolejne odcinki seriali. Kto nigdy nie zaliczył netfliksowego haju wciągając kilka odcinków pod rząd, temu czapki z głów.

Wracając do błyskotliwej Blumy, oczywiście jak to bywa w naukach humanistycznych, i jej eksperyment został podważony, a kwestia zapamiętywania lub nie oczywiście jest bardziej złożona. Mój osobisty mąż, umysł na wskroś ścisły, ironizuje czasem: Wy, humaniści, macie przechlapane. U nas to albo się coś zgadza, albo nie. Jak czegoś dowiedziesz, to nikt tego nie kontestuje przez następny wiek. Jednak wiele innych współczesnych badań, m. in. eksperyment na uniwersytecie Stanforda, potwierdziło, że zapisywanie informacji w komputerze sprawia, że nasz mózg gorzej je zapamiętuje. Dlatego ja tam Blumę podziwiam, podobnie jak inne naukowczynie, które w tamtych patriarchalnych czasach wchodziły w męskie środowiska robiąc niezłe zamieszanie. Bluma, duma!

(Visited 36 times, 1 visits today)

1 Comment

  1. Pingback: Jak przeprowadzić cyfrowy detoks i pokonać przemęczenie ekranowe? - Cyfrowi Imigranci

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.