O mnie i cyfrowych imigrantach

Cześć! Nazywam się Magda Bigaj i zawodowo zajmuję się wpływem nowych technologii na ludzi i społeczeństwo. Jestem działaczką społeczną, edukatorką i medioznawczynią. Prowadzę szkolenia i wykłady o tym, jak zachować cyfrową higienę w miejscu pracy i życiu prywatnym, by uniknąć uzależnienia od smartfona i internetu. Tę stronę stworzyłam po to, aby w przystępny sposób opowiadać ludziom o tym, jak z pożytkiem dla siebie i innych korzystać z sieci.

Dlaczego mielibyście mi zaufać?

Moja dzisiejsza praca to odwrotność tego, czym zajmowałam się przez pierwszych kilkanaście lat zawodowego życia: pracując w świecie mediów i nowych technologii moim zadaniem było sprawić, abyście spędzali z nimi jak najwięcej czasu. Sama też byłam w nich zanurzona po uszy, non stop przyspawana do maila w telefonie, stale dostępna. Dlatego, chociaż dzisiaj prowadzę projekty badawcze i zgłębiam temat naukowo, mam praktyczną wiedzę o mechanizmach stosowanych wobec nas przez twórców internetowego świata. 

Co się stało, że przestałam Was sprowadzać na złą drogę? Po ponad dekadzie objawił mi się profesor Manfred Spitzer (to taki mesjasz cyfrowej higieny) i zrozumiałam, że skoro znam od podszewki mechanizmy przywiązywania użytkowników do internetu i tyle lat specjalizowałam się w masowej komunikacji, to może z tego wyjść coś dobrego dla ludzi. Dlatego na kilka lat zostałam wiceprezeską Fundacji Dbam o Mój Zasięg, która zajmuje się edukowaniem społeczeństwa na temat higieny cyfrowej. W Fundacji tworzyłam i realizowałam badania naukowe (m. in. o graniu w gry, o zdalnej edukacji) i ogólnopolskie kampanie społeczne (np. o depresji) oraz prowadziłam szkolenia. Opracowałam autorskie szkolenie dla firm, pomagające pracownikom minimalizować przemęczenie ekranowe, z którym gościłam zarówno w największych korporacjach jak i MŚP.

Dzisiaj zagadnieniami związanymi z kondycją człowieka w świecie nowych technologii zajmuję się w Komitecie Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej oraz jako ekspertka w projektach społecznych. Prowadzę wykłady i szkolenia, publikuję artykuły w ogólnopolskich mediach, nagrywam podcasty. No i jestem mamą trójki dzieci, więc w kwestii dzieci w sieci także nie jestem teoretyczką.

Ten zestaw doświadczeń pozwala mi patrzeć na problemy użytkowników internetu z różnych perspektyw: naukowej, praktycznej i osobistej. I jestem przekonana, że właśnie takiego mówienia o problemach z internetem potrzebują jego użytkownicy: pełnego zrozumienia dla naszych słabości, ale nie usprawiedliwiającego; dającego praktyczne rozwiązania, ale bez hermetycznego języka; opartego o rzetelną wiedzę, ale nie wygłaszanego ex catherda, .

Co znajdziecie na tej stronie?

Nadużywanie internetu i smartfonów jest obecnie problemem społecznym, choć wciąż wielu nie widzi związku pomiędzy niemal chronicznym przemęczeniem ekranowym i informacyjnym a wieloma dziedzinami życia, takimi jak zdrowie psychiczne, relacje z najbliższymi czy chociażby wyniki w nauce i pracy. 

Co więcej, lubimy myśleć, ze problem z internetem mają tylko dzieci i młodzież, ignorując fakt, że nasze mózgi nie zyskują jakiegoś ekstra firewalla w momencie wejścia w dorosłość.

Moje doświadczenia zawodowe pokazały mi, że podział na cyfrowych tubylców i cyfrowych imigrantów, zaproponowany po raz pierwszy przez Marca Prenskyego jest niezwykle trafny (więcej piszę o tym tutaj). Pokolenie digital natives (cyfrowych tubylców), które przyszło na świat już w erze łatwo dostępnego internetu, ma zupełnie inne doświadczenia z nowymi technologiami niż my, dorośli, urodzeni przed rokiem 1990. Jesteśmy cyfrowymi imigrantami, przybyszami ze świata sprzed ery Facebooka. Nasze mózgi miały szanse dojrzeć bez tych wszystkich syndromów FOMO i technostresów (szczęściarze!) – może dlatego internet przyjęliśmy z dobrodziejstwem inwentarza i często bezkrytycznie.

Pomimo tego, że udowodniono ogromny wpływ sposobu korzystania z internetu na wiele dziedzin życia, obserwuję, że dorośli wciąż za rzadko pytają. Jedni nie wiedzą, że w ogóle powinni pytać. Inni uważają, że wszystko już wiedzą, są biegli w internetach i na pewno się nie uzależnią. A ci, którzy już wiedzą albo mają intuicję, że coś jest na rzeczy, często pytać się wstydzą. No bo głupio przecież tak pokazać, że nie wiem jak wpływa na mnie coś tak powszechnego. 

A właśnie, że nie głupio! Pytać trzeba i uwierzcie mi, w tej akurat niewiedzy nie ma niczego dziwnego. Żyjemy w czasach ciągłych zmian, wciąż badamy wpływ nowych technologii na człowieka i cały czas poznajemy nowe fakty. Dlatego na szkoleniach, w mediach czy rozmaitych publikacjach powtarzam jak mantrę:

Dorośli są zagrożeni e-uzależnieniami tak samo jak dzieci i młodzież. Jesteśmy cyfrowymi imigrantami, którzy muszą przejść przyspieszony kurs zdrowego życia w świecie nowych technologii, często siedząc w jednej ławce z własnymi dziećmi.

Tymczasem bardzo często nie kontrolujemy swojego czasu przed ekranem, bo jesteśmy przecież dorośli. Nie interesujemy się światem cyfrowym dziecka, bo jesteśmy przemęczeni. Wypalamy się zawodowo i nie widzimy związku z tym, że non stop jesteśmy dostępni online i odczuwamy technostres. Ogólnie, Moi Mili, funkcjonujemy w czarnym informacyjnym smogu i czas wprowadzić program czyste powietrze.

I wtedy wchodzę ja, cała na biało i mówię Wam: pytajcie. Obiecuję, że na tej stronie nie znajdziecie zniechęcających artykułów naszpikowanych przypisami i naukowymi frazami, od których mózg wielu od razu wchodzi w stan nothing box. Będzie prosto i życiowo o rzeczach, o które wciąż pytają dorośli przy każdej okazji (kiedy idę na wywiad, uwierzcie, pytania zaczynają zadawać już wizażystki, a kończą operatorzy, gdy gasną światła kamer): Po czym poznać, że jestem uzależniony od internetu? Czy można się uzależnić od smartfona? Kiedy pierwszy telefon dla dziecka?  Będzie także o kwestiach bardziej złożonych, które rezonują w każdym z nas, jak wpływ social mediów na naszą samoakceptację, jak sobie radzić z hejtem w sieci czy dlaczego nadużywanie internetu pogarsza nasze umiejętności zawodowe. 

Jeśli nie znajdziecie odpowiedzi na swoje pytania, co jest całkiem możliwe w pierwszym etapie funkcjonowania strony, użyjcie zakładki Kontakt i po prostu do mnie napiszcie. Będę sukcesywnie publikować tutaj odpowiedzi na Wasze pytania. Zajrzyjcie także do mnie w mediach społecznościowych – jestem tam, a jakże, w myśl starej prawdy, że zarzucać wędkę trzeba w stawie, w którym są rybki, a nie przyprowadzać je do wędki. Bywajcie!

W MEDIACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH ZNAJDZIECIE MNIE TUTAJ:

  

(Visited 265 times, 1 visits today)